Święta minęły nam w smutnej atmosferze. 
Jeden z naszych kociaczków Orfeusz się rozchorował. Próbowaliśmy go ratować, ale niestety się nie udało. 
Jest jusz za "tęczowym mostem". 
To jest takie przykre jak patrzy się na takiego maluszka jak niknie w oczach. Nasze maleństwo miało wgłobienie. Zdarza się to niekiedy. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak takie maleństwo cierpi. Ponieważ jest to bardzo maleńki organizm nie można go operować. Podaje się na to między innymi leki rozkurczowe. Bywa, że się udaje wyciągnąć takiego maluszka. Niestety nie tym razem.
Tak mi przykro. Chyba nigdy nie pogodzę się z tym, że kociaki nie zawsze przeżywają.



❤️ Obyś był szczęśliwy Orfeuszu za "tęczowym mostem" ❤️

1 komentarz: